czwartek, 23 stycznia 2014

O tym, jak kupowałem eleganckie buty w rozmiarze 48.

Kilka dni temu miałem niezłą misję. Musiałem kupić sobie buty. Eleganckie buty. Bo zbliża się impreza, na którą jeśli poszedłbym w SPD-ach(dla niewtajemniczonych - buty kolarskie) mógłbym wywołać niemałe zdziwienie. Nie swoje, ale dziewczyny z którą idę. No co jak co, ale poloneza na studniówce nie wypada tańczyć w SPD-ach. No bo jak by to wyglądało? Kolce z przodu, klamry, kawałki odblaskowe, te stukanie... 
Dobra, przyznam się. Głęboko mam to, jak wyglądają. Chodzi o to, żeby nie straciły na sztywności. Zadowolony, że zmusiłeś mnie do tego wyznania? Czujesz się lepiej? To zaczynamy.


Stałem przed galerią handlową, która w nazwie ma jedną literkę i jedną cyfrę, i bynajmniej nie chodzi tutaj o zlepek tych znaków, który brzmiałby jak nazwa karabinku szturmowego amerykańskiej produkcji. Z pewnością nie. A więc, stałem przed tą galerią i zastanawiałem się, czy rzeczywiście konieczne jest wejście do środka. Co jak co, ale takich miejsc nie lubię. Stwierdziłem jednak, że może warto jednak wejść. Chociaż do przedsionka. Może to dlatego, że przed chwilą po raz czwarty podszedł do mnie ochroniarz i spytał, czy może nie przynieść mi herbaty, bo wyglądam na zziębniętego. Byłem cały przykryty puchowym kocykiem ze śniegu. Odkrywam w tym jakiś związek przyczynowo-skutkowy. Przyczyny były dwie: 1. stałem już tak od półtora godziny; 2. padał śnieg. Skutkiem był puchowy kocyk. Jak ja na to wpadłem?
Postanowiłem się ruszyć. Oczywiście wystąpiły problemy. Pierwszym było to, że byłem zupełnie skostniały i nie mogłem poruszać kończynami. Drugim było to, że jak już się ruszyłem, to musiałem przebrnąć przez metrową ilość śniegu, która ze mnie spadła.



Potem poszło już gładko. Gdy przebiłem się przez śnieg, który sam utrzymywałem (na razie utrzymuje śnieg, rodziny jeszcze nie dam rady) dotarłem do miejsca gdzie pracownicy na bieżąco odśnieżali. Swoją drogą, powinienem się spytać, czemu regularnie nie sprzątali śniegu ze mnie, skoro już tyle razy wokół mnie przechodzili z tymi szuflami. 
Dotarłem do drzwi. Obrotowych. Miałem z nimi pewne problemy, bo nie wiedziałem na którym zjeździe zjechać z tego ronda, ale ostatecznie za czwartym razem trafiłem dobrze i tym sposobem postawiłem swoje stopy w galerii handlowej, która w nazwie ma literkę i cyferkę, i na pewno nie jest to symbol karabinku szturmowego.
Plan miałem bardzo prosty. Kupić sobie eleganckie buty. Miałem głupkowatą nadzieję, że pójdzie szybko i bez problemów. Wszystko to z powodu tego, że miałem nawet uszczegółowienie swojego planu. Miałem iść wzdłuż sklepów i wchodzić tylko do tych gdzie mogę dostać buty. Wydawało mi się to sensowne, więc postanowiłem swój plan wprowadzić w życie. 

Pierwszym sklepem, koło którego przechodziłem była księgarnia. Przystanąłem. "Wejść, czy nie wejść?" Z jednej strony nigdzie nie widziałem tam butów, ale kto tam ich wie. Słyszałem, że coraz częściej tworzy się sklepy ogólne, gdzie można dostać wiele rzeczy. Chociaż z drugiej strony to, że będą mieli elegancie buty w rozmiarze 48 było wątpliwe jak wyjście Polskiej reprezentacji piłki kopanej z grupy eliminacyjnej na Mistrzostwach Europy. Wątpliwe, ale możliwe. Istnieje prawdopodobieństwo matematyczne, że jeśli Polska wygrałaby mecz z San Marino, a reszta drużyn umarłaby, to wtedy byśmy wyszli.  Wchodzę. 
-Dzień dobry. 
-Witam, w czym mogę pomóc. 
-Czy są może buty? Eleganckie? - brunetka średniego wzrostu, w koszulce z napisem "Go away"  i szarych dżinsach wyglądała na lekko zszokowaną. Prawdopodobnie zupełnie zamurowała ją moja elokwencja, więc postanowiłem nie stawiać jej w niezręcznej sytuacji i zanim zorientowała się, że odebrało jej mowę dodałem: Rozmiar mojej stopy to 48, miła pani. - tutaj też chyba popełniłem błąd, bo wyraz twarzy ukazywał jeszcze większe zdziwienie. Skoro już wiedziałem, że moja elokwencja ją niszczy, to nie powinienem dodawać "miła pani". W końcu się odezwała
-Przprze.. Przepraszam bardzo, ale to księgarnia. Sklep z książkami. 
-Przecież wiem - odpowiedziałem błyskotliwie, już bez zbędnego starania się o swoja elokwencję. - ale stwierdziłem, że może warto spytać. 
-Nie, nie mamy aktualnie butów w sprzedaży - odpowiedziała z uśmiechem
-Czyli kiedyś były! Dobrze wyczułem ten sklep. Jednak ja to mam nosa... No cóż. Szkoda. Idę szukać dalej. - po czym ukłoniłem się nisko i wyszedłem ze sklepu zostawiając za sobą dziewczynę. Nie wiem czy nadal była zszokowana, ale mam nadzieję, że mój ukłon zrobił na niej piorunujące wrażenie. Ma się to coś.
Moje poszukiwania w pierwszym sklepie spełzły na niczym, jednak stwierdziłem, że nie będę się poddawać i ruszyłem na dalsze łowy. 

Stanąłem na środku przejścia i się rozejrzałem. Zauważyłem z daleka duży napis, który kojarzył mi się z sprzedażą butów. Pomarańczowy kolor i trzy literki w kształcie którejśtam fazy księżyca. Chwila, chwila. Przecież to taki sam napis jak wożą na sobie kolarze zawodowi z grupy potocznie zwanej "Cyckami". Muszę tam iść! Może Rebellin stoi na kasie? 
Byłem tak podekscytowany tą myślą, że nawet minąłem kilka sklepów, w których prawdopodobnie znalazłbym buty - kosmetyczny, ze sprzętem kuchennym i salon fryzjerski. Stwierdziłem, że wrócę tam później. 
Wszedłem do sklepu i dostałem olśnienia - to tak wygląda sklep z butami. Rzeczywiście można pomyśleć, że mogę sobie tutaj kupić coś, czego potrzebuje. Niestety kolejne spostrzeżenie nie było już takie zachwycające. Na kasie nie stał Rebellin a w obsłudze nie było ani Taciaka, ani Matysiaka. Byłem mocno zawiedziony. Myślałem, że skoro Rebellin jest liderem, to stoi na kasie, a pomocnicy biegają miedzy półkami i wykonują czarną robotę. W sklepie były chyba same masażystki. Ale ich nie znałem, więc nie prosiłem o autografy. 
-Są eleganckie buty w rozmiarze 48? - w moim głosie słychać było nutkę zrezygnowania i złości. 
-48!? Chyba nie mamy - odpowiedziała dziewczyna w koszulce z logiem sklepu w którym byłem. Myślałem, że ekipa Touru Kontynentalnego ma lepsze stroje. 
-A mogłaby Pani To sprawdzić?  
Trochę to trwało, a ja rozglądałem się za kolarzami. Nigdzie nie było ich widać. Prawdopodobnie przed wyścigiem Mistrzostw Polski, który znów odbędzie się na rundach, trenowali kitranie się,  żeby wyskoczyć na sam finisz. Dobrze im to wychodziło.
-Niestety nie mamy żadnych, ale za trzy i pół miesiąca, z półrocznym marginesem błędu, mogą się pojawić - powiedziała ekspedientka, gdy już do mnie wróciła. 
-Dziękuję, do widzenia - obróciłem się i wyszedłem ze sklepu. Półroczny margines błędu. Dobre sobie. Wyobrażacie sobie " - Hej, mogę wpaść do Ciebie jutro? Ale tak z dwudniowym marginesem błędu? - Jasne, nie ma problemu. Będę o 16. Z sześciogodzinnym marginesem błędu. " To byłoby śmieszne. 

Nie przeszedłem kilku kroków, gdy zobaczyłem pewien salon. Hasło na górze brzmiało "Telefon i abonament dla Ciebie!" oraz widniał napis, który oznaczał z goła coś innego niż słowo "minus". Zacząłem się zastanawiać czy może tam nie dostanę butów. Co prawda napis wskazywał na to, że mogę tam kupić telefon i abonament, ale mój kumpel powiedział, że to oszuści i kłamcy. Skoro tak, to czemu ten napis miałby być prawdą? Na pewno ukrywają tam jakieś eleganckie buty w rozmiarze 48.
-Witam Pana! - powiedziałem głośno i radośnie z dużym uśmiechem na buzi. 
-Witam w salonie firmy, która oznacza z goła coś innego niż słowo minus. - podał mi rękę.
-Jakże mi miło! - stwierdziłem, że warto być w dobrych relacjach ze swoim kontrahentem.
-Mnie również - niestety nie odwzajemnił uścisku. 
Zaprosił mnie do stolika, usiadłem wygodnie, złożyłem ręce, tak jak to robią politycy kiedy wygłaszają ważne przemowy i powiedziałem: 
-Chciałbym kupić eleganckie buty rozmiar 48. - kawa na ławę. Jak wszystkie informacje, to wszystkie. Niestety była to kolejna osoba, którą lekko zszokowałem. Prawdopodobnie zadziałały ta profesjonalna gestykulacja. Schowałem ręce pod stół. 
-Ma pan takie? - dodałem, żeby niezręczna cisza nie trwała zbyt długo.
-E.. nie... nie mamy. To jest sklep z telefonami i takimi tam. 
-Miałem nadzieję, że jednak dostanę tu buty - nie chciałem wspominać o moim koledze i dlaczego ostatecznie przeszedłem przez próg sklepu. Chciałem zostać w jak najlepszych stosunkach z kontrahentem. Kto wie, może jednak zmieni zdanie co do posiadania butów eleganckich w rozmiarze 48?
-Niestety nie mamy... Jeśli pójdzie pan dalej, to będzie tam obuwniczy sklep - mówiąc wskazał mi palcem w którą stronę muszę iść. Jednak dobre stosunki z kontrahentem się przydają. 
-Dziękuję bardzo - odpowiedziałem z uśmiechem i zacząłem wstawać.
-A może chciałby pan skorzystać z naszej oferty? Mielibyśmy dobry abonament dla pana. - próbował sprzedać swój kłamliwy produkt, ale się nie dałem.
-Dziękuję, przyszedłem po buty. Do widzenia.
Wychodząc ze sklepu zastanawiałem się czy na pewno skręcić w lewo, skoro to są kłamcy i oszuści, jednak ostatecznie poszedłem tam, gdzie pokazał mi sprzedawczyk. Sprzedający chciałem napisać. 


Humor od razu mi się poprawił mi się, gdy zobaczyłem sklep "Wszystko za 4,50zł". To będzie deal życia! - krzyknąłem w myślach i pobiegłem w stronę sklepu. 
Od wejścia już darłem się: "Eleganckie buty numer 48! Biorę wszystkie!". Plan był prosty. Kupuję kilka par. Jedną zostawiam dla siebie, resztę sprzedaje u Cycków, w salonie firmy, która oznacza z goła coś innego niż słowo minus, w księgarni i u fryzjera, jakby jednak nie miał. 
Swoim wejściem, które na pewno otrzymałoby tytuł wejścia smoka, wzbudziłem nie lada zamieszanie. Znów elokwencja? Gestykulacja? Myślę, że tym razem to przewrócony regał.
Ochroniarz, w koszulce z napisem "Ochrona", jednak nie chciał słuchać moich planów biznesowych, a na pewno nie tych, w których nawiązuję ze sklepem stałą współpracę, polegającą na pośredniczeniu w dostawach butów eleganckich w rozmiarze 48 do wszystkich salonów fryzjerskich w okolicy. Na szczęście puścili mnie wolno. Dodatkowo wskazali, gdzie mogę szukać butów.

Skierowałem się do sklepu z butami, który wskazał mi ochroniarz. Po drodze miałem czas na przemyślenia. W sklepie o kolarskiej nazwie nie sprzedali mi butów. Czemu? Prawdopodobnie dlatego, że byłem niemiły. Przecież każdy normalny sklep ma wszystkie modele w rozmiarze 48. Kto takich butów nie nosi? No właśnie. Wszyscy noszą. 
W kolejnym sklepie postanowiłem być miły.
-O najcudowniejszy kwiatuszku, jakże jestem ucieszony widząc Twą uśmiechniętą buźkę. Jak Ci mija dzień? Usiądź sobie. Chcesz cukierka? 
-Nie, dziękuję. W czym mogę pomóc? - odpowiedziała ekspedientka. Brzmiało to oschle. Postanowiłem zniszczyć ten mur obojętności. 
-Jakże mi niezmiernie miło, że tak cudownie o mnie się troszczysz, moja kochana gwiazdeczko. Tyś jest najjaśniejsza spośród najjaśniejszych, a twe oczy najgłębsze wśród najgłębszych. Jeśli byłabyś tak cudowną kobietą, i powiedziała mi, czy w tym przepięknym sklepie można dostać równie piękne buty eleganckie w jakże popularnym rozmiarze 48?
-Oczywiście. Z chęcią sprawdzę to dla Pana - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna, a ja pomyślałem, że buty już mam kupione.
Nie wracała długo, co mogłoby oznaczać, że przynosi dla mnie całą masę różnych butów do wyboru. Niestety nie przyniosła żadnego. Czyżby chciała mnie zaprosić do specjalnie przygotowanej przymierzalni?
-Obawiam się, że nie możemy panu pomóc - powiedziała.
-Och, nie szkodzi kochana. Nie szkodzi. Wystarczy tylko kilka modeli do wyboru. 
-Słucham? Nie. Nie mamy butów, które pan potrzebuje. Przykro mi. Mało kto nosi teraz buty w rozmiarze 48. Już teraz takich małych się nie produkuje. 
Poczułem się urażony, więc zabiłem przelatującą muchę (to z pewnością była Mucha CC), przybiłem gwoździem do kartki, napisałem: "Ty będziesz kolejna" i podałem ekspedientce. Zamurowało ją. Elokwencja? Nie sądzę.
Byłem wykończony. Po prostu zniszczony fizycznie. Stwierdziłem, że jak tylko wydostanę się z tej galerii, która w nazwie ma literkę i cyferkę, i na pewno nie jest to symbol karabinku szturmowego, to pojadę na Śląsk, kupię kilof i oddam się relaksacyjnemu wydobyciu węgla kamiennego.

Ale zanim to się stanie miałem ostatni sklep obuwniczy przed sobą. Byłem zrezygnowany. 
-Witam Pana! - krzyknęła radośnie ekspedientka, gdy tylko przekroczyłem próg sklepu - Co to za smutna mina? Och, prawdopodobnie potrzebuje pan butów! Mamy ładne eleganckie. - zrobiłem wielkie okrągłe oczy, które oznaczały zdziwienie, zdumienie, radość i nadzieję na raz. - Pan jest wysoki, stopa duża. -podjęła dziewczyna, widząc, że idzie w dobrym kierunku - Mamy kilka rozmiarów. Od 47 do 49. Za mną proszę - tym razem to ja bylem zamurowany. To się nie działo. 
Wskazałem palcem na rozmiar 48. Pani podała mi buty. Ja założyłem je na skarpetkę, w której szczęśliwie akurat trzymałem stopę i przymierzyłem. Pasowały. Pokiwałem głową w stronę ekspedientki na znak zadowolenia. Ucieszyła się. Pobiegła i przyniosła drugą parę eleganckich butów w rozmiarze 48. Zamurowało mnie jak kamień węgielny w fundamentach licheńskiej bazyliki.

Wyszedłem ze sklepu z dwiema parami butów. Jako, że byłem niemową, trudno było mi wytłumaczyć ekspedientce, że pokazywane przeze mnie dwa palce, miały się odnosić do kwoty w złotówkach jaką chciałem zapłacić za te buty. Ostatecznie zapłaciłem kartą, bo dostałem zniżkę dla niepełnosprawnych. Jak niemowa, to niemowa. 

Wychodząc z galerii handlowej, która w nazwie ma literkę i cyferkę, i na pewno nie jest to symbol karabinku szturmowego, zrobiłem kilka kółek na rondzie w drzwiach obrotowych i już za drugim razem trafiłem na dobry zjazd. Misja zakupu butów zakończona sukcesem.
Więc tak: jeśli chcesz kupić eleganckie buty nr. 48 w galerii handlowej, która w nazwie ma literkę i cyferkę, i na pewno nie jest to symbol karabinku szturmowego, to dam Ci radę. Wchodzisz do sklepu i jeśli ekspedientka wita Cię, to jest to rzecz, która musi wywołać u Ciebie natychmiastowy brak jakiejkolwiek reakcji. Masz po prostu zamknąć ryjka i siedzieć cicho jak Francja w 39. Wtedy buty dostaniesz. 




P.S Chciałem napisać, o tym jak kupowałem buty kolarskie, jednak stwierdziłem, że z wydaniem książki się jeszcze trochę wstrzymam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz